Moje ulubione gry na iPada i iPhone'a

Bike Baron, masochistyczny casual 0,79 E

Bike Baron, masochistyczny casual

Ocena Redakcji
  • Pomysł
  • Technika
  • Grywalność

Jeśli nie znacie tego typu gier, to dzięki Bike Baronowi je poznacie: oparte na fizyce gry zręcznościowe, w których motorkiem lub innym ustrojstwem przejeżdżamy niemożliwy (fizycznie) tor przeszkód. Elastomania, Trials HD – te gry traktowały o tym samym i obie wkraczały bardzo szybko w kosmiczny hardkor.

Nie inaczej jest z tytułem Bike Baron. Już sama lista achievementów ostrzega, że mamy do czynienia z poważnym podejściem. Osiągnięcia są bowiem trzy: jedno to wymaksowanie gry, drugie to zaprojektowanie własnego poziomu i podzielenie się nim, a trzecie – zebranie pięciu tysięcy monet. Ja, po przejściu niemal całej gry, zebrałem tychże monet… niecałe trzysta pięćdziesiąt.

I już widać, że źle lecę - prawdopodobnie rozbiję się o deski na końcu skoku. A nawet jak się uda, to potem trzeba jeszcze zjechać po nich tyłem...

Początek gry nie zapowiada nadchodzących komplikacji. Mamy bardzo fajnie narysowany motorek z panem i kotkiem, a przed nami tor przeszkód. Dysponujemy możliwością naciskania na przednie lub tylne koło motorka, gazem oraz hamulcem – i to wszystko. Ukończenie początkowych torów daje gwiazdki, wydawane na odblokowywanie poziomów kolejnych, więc przez pierwszych kilkanaście minut swobodnie sobie płyniemy.

Aż do chwili, w której po zakończeniu poziomu (rozbiwszy się oczywiście piętnastokrotnie) nie dostajemy żadnej gwiazdki. Nerwowo sprawdzamy wymagania gwiazdek – a tu niestety już nie ma wśród nich „ukończ poziom”. Jest „ukończ poziom bez kraksy”, a pozostałe dwie gwiazdki to jakiś kosmos, zwykle typu „uzyskaj czas 13,5 sekundy (czyli 5 razy mniej niż miałeś ostatnio, dopisek mój)” lub „zbierz wszystkie monety (i nie przejmuj się, że to prawie niemożliwe)”.

Gra w Bike Baron szybko – trochę za szybko – staje się wielkim wyzwaniem, które irytuje, drażni, ale jednocześnie nie pozwala się od siebie uwolnić. Kraksa za kraksą zdobywamy wiedzę, jak dany poziom przejść, gdzie można coś poprawić, gdzie trzeba zrobić frontflipa, a gdzie backflipa – i to wszystko na przestrzeni paru sekund! Ta gra ma w sobie taki maksymalnie wkurzający magnes – jestem o krok od trzaśnięcia iPadem o ziemię, ale jednak wykonuję jeszcze jedną, ostatnią próbę. I nawet czasami mi się udaje.

A to najczęściej w tej grze oglądany napis. Czasami rozbijamy się tuż po starcie, czasami tuż przed metą - zawsze zagryzamy zęby i warczymy "No dobra, a teraz już naprawdę ostatni raz"

Grafika jest prześwietna. Trójwymiarowa, płynna, piękna – a na dodatek dochodzi jeszcze efektowna animacja naszego Bike Barona i jego kotka, zwłaszcza podczas wypadków. Te zresztą często są wywoływane przez autorów celowo – tuż za metą stawiają oni na przykład stos wybuchowych beczek.

Ustawianie beczek to zresztą fajne zajęcie, bo gra zawiera… w pełni funkcjonalny edytor poziomów, używany przez autorów do jej stworzenia zresztą (a przynajmniej tak twierdzą). Edytor jest świetnym dodatkiem dla wszystkich tych, którzy grę wymaksowali (lub przegryźli kabel od słuchawek ze złości).

Bike Baron jak widać nie jest grą dla każdego. Ale dla ambitnych uparciuchów jak najbardziej – przy czym niesamowite jest to, że wciąż pozostaje grą typu instant, do której można siąść na 10-15 sekund. Na swój dziwaczny sposób – podoba mi się ten tytuł.

Wersja na iPhone i iPod Touch

Wersja na iPada

Copyright (c) iGranie.com 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Twoja ocena